Menu

Tajemnice Zapomnianych Królestw

historia sprzed milenium Polski

Płaskodenne wspaniałe okręty żaglowe Wenedów, 2070 lat temu.

walgierz

Wojna z Wenetami której skutkiem była eksterminacja elity Wenetów i sprzedanie reszty tego ludu jako niewolników,  bitwa morska z Rzymianami koło półwyspu bretońskiego ok., 2070 roku wstecz.

"Cezar skazał na śmierć całą starszyznę plemienia, a cały lud sprzedał w niewolę. Tak zniknęli Wenetowie z mapy Galii."

 Pomijając tragiczny los Wenetów w Armoryce (Bretanii) ludu dysponującego wspaniałą flotą morską i wielkim doświadczeniem żeglarskim, zadajmy sobie pytanie skąd się oni wzięli? Z ich zaawansowaną technologią budowy wspaniałych żaglowców. Bo z poniższego tekstu wygląda, że z swoją kulturą morską przybyli tam jak Grecy na Sycylię czy Fenicjanie do Kartaginy. Czy nie byli po prostu kolonią wielkiego narodu Wenedów (Wenetów) nadbałtyckich, zresztą parę plemion sprzymierzeńców nosi dość słowiańskobrzmiące nazwy jak Moryni czy Diablinci, a Leksowie jak łacińska kalka nazwy Słowianie (leksyka-słownictwo).

Armorica

21Mikos-Kopalnictwo_i_przerobka_cyny_w_Europie.pdf 

wenedowieizlozacyny

Autor powyższego tekstu bez wątpienia uważa Wenetów z Armoryki za Wenedów. Co by jeszcze potwierdzało, że panujący dzięki swej wspaniałej flocie nad Atlantykiem Wenedowie mieli też związki z Wenedami z późniejszego Pomorza i Połabia "Natomiast ich okręty były zbudowane i wyposażone następująco: dna bardziej płaskie niż w naszych okrętach, aby mogły się łatwiej wyzwalać z mielizn i odpływów; dzioby równie wysoko podniesione jak rufy były przystosowane do wysokiej fali i burz; okręty były w całości zbudowane z dębiny, aby mogły wytrzymywać wszelkiego rodzaju napór fal oraz urażenia; żebra z belek grubych na jedną stopę były razem zbijane przy pomocy żelaznych gwoździ grubości palca; kotwice były uwiązane nie na powrozach, ale na żelaznych łańcuchach"... "Plemię to cieszy się bezsprzecznie największym znaczeniem na całym morskim wybrzeżu w tych stronach, ponieważ Wenetowie mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają pozostałe plemiona; dzięki wielkiej burzliwości bezmiernego i otwartego morza i z rzadka rozsianym portom stanowiącym własność Wenetów, niemal wszyscy zwykle z tego morza korzystający płacili im daniny."

Rzymskie okręty przy żaglowcach Wenedów, były tylko prymitywnymi galerami niewolniczego imperium, Rzymianie wygrali bitwę z Wenedami tylko, dzięki przypadkowi, którym było niespodziewana cisza morska i ustanie wiatru, pirackie czajki Kozaków też skutecznie walczyły w podobny sposób z flotą Turcji.

"A gdy dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i gwałtowności burz. Nasze bowiem okręty ani nie mogły ich uszkodzić dziobami (tak mocna była ich konstrukcja), ani tez nie było tak łatwo ze względu na ich wysokość obrzucać je pociskami i z tego samego powodu przychwytywać osękami.
Do tego trzeba dodać, że gdy płynęły z wiatrem, o wiele łatwiej znosiły burzę, bezpieczniej osiadały na mieliznach, a pozostawione przez odpływ nie obawiały się skał i raf; natomiast wszystkie te przypadki stanowiły powód do obaw dla naszych okrętów."

Na pewno mamy te podobieństwo techniki budowy łodzi/okrętów płaskodennych tak jak to budowali później średniowieczni Słowianie, a teraz czy lud żeglarzy nie miał na swoich wspaniałych okrętach żaglowych przyrządów do nawigacji, czy panować nad Atlantykiem można było nie znając geografii jego wybrzeży, oczywiście musiał ją znać i to wynika z ... geografii Ptolemeusza. 

... czyli głównym dowodem na to będą koordynaty geograficzne Ptolemeusza, które Grecy musieli zaczerpnąć od żeglarzy Wenedów, tak jak importowali od nich cynę, otóż dla ujść wielkich rzek do Bałtyku, czy gór Peucyńskich, Wenedzkich, są one prawie doskonale zbieżne z współczesnymi jeśli przeliczymy je przy południku 0° wsypy Flores, z archipelagu Azorów, licząc od tego południka ujście Odry(Vistulas-Iustulas) jest na 45° stopniu, a na 50° południku ujście Chronosu(Wisły).

wspolrzed7

 

W Rzymie raczej tego archipelagu Azorów (w kółku na zielono) nie znano, więc nie mogli znać takiego południka 0°, koordynaty Dunaju granicy rzymskiej u Ptolemeusza są poprawne przy południku 0° dla wyspy Boavisty z Wysp Zielonego Przylądka i te wyspy są Rzymianom znane, choćby Anonimowi Raweńskiemu, wyspa Gades to wyspa na której częściowo położony jest do dziś Kadyks, wyspy Selvagens to dwie wyspy Fortunaty, Thyle to Madera, następnie mamy wyspy Kanaryjskie, trzy większe wyspy Wyspy Zielonego Przylądka, jako Tres insulae Beatae, w towarzystwie mniejszych, Azorów tu nie ma, więc nikt inny jak tylko sami Wenedowie te koordynaty tak dokładnie wymierzyli, bo byli bez wątpienia panującymi nad Atlantykiem żeglarzami, co jasno sami Rzymianie przyznają.


tresinsulasbeateek
Jest jeszcze jedna ciekawa zbieżność już etymologiczna. Jedna z etymologi Azorów to od koloru azures-niebieski i nazwa Weneci (veneti) też ma takie znacznie w łacinie. (Niektórzy historycy łączą Azory ze starym portugalskim azures, które w tłumaczeniu oznacza liczbę mnogą od słowa niebieski.) Czyli język zachował by pamięć, że wyspy te były wyspami Wenetów-Wenedów.

Idąc dalej tym tropem mamy już wspomniane "das Ilhas Azuis" (wyspy błękitne), ale i "da Terra dos Bacalhaus" Bakalary co w portugalskim oznacza Dorsza, a dorsza nazwa się też Pollachiusem - pollack. 1600, pollock, alteration of Scottish podlok, of unknown origin, perhaps from poll (n.) "head." Possibly the alteration is by influence of Pollack "Polish person."... te etymologie pokazują, że był czas gdy byliśmy narodem pełnomorskim i władaliśmy morzami, a na pewno Atlantykiem, tym bardziej Bałtykiem.

 Niżej można tak napisać o naszej klęsce... w wojnie z niewolniczym imperium.

"O wojnie"

"7. Po tych wydarzeniach Cezar miał wszelkie powody do uznania Galii za uśmierzoną; Belgowie zostali pokonani, Germanowie przepędzeni, Sedunowie w Alpach pobici; dlatego z nastaniem zimy udał się do Illirii, ponieważ chciał odwiedzić jej ludy i poznać te tereny, gdy w Galii nagle wybuchła wojna.

Powód tej wojny był następujący: młody Publiusz Krassus zimował razem z siódmym legionem w kraju Andów w pobliżu Oceanu. Ponieważ w tych okolicach brakowało zboża, wysłał on wielu prefektów i trybunów wojskowych do sąsiednich plemion celem postarania się o zboże i dostawy; spośród nich Tytusa Terrasydiusza posłano do Ezuwiów Marka Trebiusza Gallusa do Koriosolitów, a Kwintusa Welaniusza wraz z Tytusem Syliuszem do Wenetów.


8. Plemię to cieszy się bezsprzecznie największym znaczeniem na całym morskim wybrzeżu w tych stronach, ponieważ Wenetowie mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają pozostałe plemiona; dzięki wielkiej burzliwości bezmiernego i otwartego morza i z rzadka rozsianym portom stanowiącym własność Wenetów, niemal wszyscy zwykle z tego morza korzystający płacili im daniny.

Oni dali początek przez zatrzymanie Sylliusza i Weleniusza, ponieważ przypuszczali, że w zamian za nich odzyskają swoich zakładników, których dali Krassusowi. Za ich przykładem poszli sąsiedzi, albowiem decyzje Gallów są nagłe i niespodziane, i z tych samych powodów zatrzymano Trebiusza i Terrasydiusza. Po pośpiesznym rozesłaniu posłów podjęli pod przysięgą, za pośrednictwem swoich naczelników plemiennych, wzajemne zobowiązanie niepodejmowania niczego bez wspólnej narady i jednakowego dzielenia tych samych zrządzeń losu.


Podburzyli pozostałe plemiona, by raczej trwały w odziedziczonej po przodkach wolności, niżby miały znosić niewolę u Rzymian. Po rychłym przeciągnięciu ludności całego wybrzeża morskiego na swoją stronę wyprawili poselstwo do Publiusza Krassusa, aby odesłał im zakładników, jeżeliby pragnął odzyskać swoich ludzi.


9. Cezar, po otrzymaniu o tym wiadomości od Krassusa, ponieważ sam znajdował się zbyt daleko, rozkazał budować tymczasem okręty wojenne na wpadającej do Oceanu rzece Liger, sprowadzić z Prowincji wioślarzy, pościągać żeglarzy i sterników. Zarządzenia te szybko wykonano, a on sam, skoro tylko pozwoliła na to pora roku, pośpieszył do wojska.

Wenetowie a także pozostałe plemiona, gdy dowiedzieli się o przybyciu Cezara, a równocześnie uświadomili sobie, jakiego to dopuścili się przestępstwa przez zatrzymanie i zakucie w kajdany posłów, których godność była zawsze dla wszystkich ludów święta i nietykalna, (Wenetowie) zaczęli odpowiednio do wielkości zagrożenia gotować się do wojny i zaopatrywać zwłaszcza w to wszystko, co dotyczyło floty, tym większą pokładając w niej nadzieję, że żywili wiele ufności do obronnego z natury położenia swego kraju.


Wiedzieli, że ich drogi lądowe są poprzerywane bagnistymi zalewami, a przez nieznajomość okolic i niewielką ilość przystani żegluga była dla nas uciążliwa, i spodziewali się, że nasze wojska z braku żywności nie będą mogły zatrzymać się u nich na dłużej; a gdyby nawet wszystko układało się wbrew ich przewidywaniom, to mieli jednak przewagę w okrętach, ponieważ Rzymianie nie mają dostatecznej ilości okrętów i nie są obznajomieni z mieliznami, przystaniami i wyspami w tych rejonach, gdzie wypadnie prowadzić im wojnę; uświadamiali sobie, że żegluga po zamkniętym morzu to całkiem coś innego, niż po jak najbardziej rozległym i otwartym Oceanie.

Zgodnie z podjętymi decyzjami przystąpili do umacniania miast, zaczęli zwozić do nich z pól niewymłócone zboże, a okręty kazali zgromadzić w jak największej ilości u wenetyjskich wybrzeży, gdzie Cezar, według ogólnego zdania, będzie musiał rozpocząć działania wojenne. Jako sprzymierzeńców w tej wojnie pozyskali Ozymów, Leksowiów, Namnetów, Ambiliatów, Morynów, Diablintów i Menapiów; zażądali posiłków z Brytanii leżącej naprzeciw tych rejonów.


10. Takie były przedstawione przez nas wyżej trudności w prowadzeniu tej wojny, jednakowoż wiele względów przynaglało Cezara do niej: krzywda zatrzymanych ekwitów rzymskich, bunt wzniecony po poddaniu się, wiarołomstwo po wydaniu zakładników, zmowa tych plemion, a przede wszystkim to, żeby w razie zlekceważenia sytuacji w tej części kraju, pozostałym ludom nie zdawało się, że one też mogą sobie na coś takiego pozwolić. A ponieważ wiedział, że niemal wszyscy Gallowie są radzi zmianom istniejących stosunków, a także, że łatwo i szybko dają się nakłonić do wojny, wszyscy bowiem ludzie z natury dążą do wolności i nienawidzą niewoli , uznał, że należy wojsko podzielić i rozmieścić na rozleglejszym obszarze, zanim większa ilość plemion przyłączy się do sprzysiężenia.

11. Dlatego więc posłał legata Tytusa Labienusa z konnicą do mieszkających nad rzeką Renem Trewerów z poleceniem, by udał się do Remów oraz reszty Belgów i utrzymał ich w uległości, a Germanom, których Gallowie podobno poprosili o pomoc, przeszkodził, gdyby próbowali przeprawić się łodziami przez Ren. Publiuszowi kazał udać się z dwunastu kohortami i liczną jazdą do Akwitanii, aby tamtejsze ludy nie wysłały posiłków do Galii i żeby te tak wielkie ludy nie połączyły się. Legata Kwintusa Tyturiusza Sabina wysłał z trzema legionami do kraju Wenellów, Koriosolitów i Leksowiów, by troszczył się o trzymanie z dala ich sił zbrojnych. Młodego Decjusza Brutusa postawił na czele floty i galijskich statków, którym kazał przypłynąć z kraju Piktonów i Santonów oraz reszty uśmierzonych rejonów, i rozkazał mu, skoro tylko będzie mógł, ruszyć na Wenetów. Sam podążył tam z pieszymi oddziałami.


12. Miasta ich były zazwyczaj tak usytuowane, że zajmując końce przylądków i cypli nie dawały do siebie dostępu ani pieszym, ponieważ dwukrotnie w ciągu doby w odstępie dwunastu godzin nadchodził od pełnego morza przypływ, ani też statkom, ponieważ przy nadejściu pory odpływu statki ulegały uszkodzeniom na mieliznach. A więc z obu tych przyczyn obleganie tych miast napotykało na trudności.

A jeżeli obrońcy musieli nawet przypadkiem ustąpić przed ogromem robót oblężniczych, gdy odparto morze przy pomocy nasypu i grobli oraz dorównano wysokości murów takiego miasta, to z chwilą, gdy zaczęli tracić nadzieję na skuteczną obronę, ściągali wielkie ilości okrętów, a mieli ich pod dostatkiem, wszystek swój dobytek na nich uwozili i wycofywali się do najbliższych miast: tam od nowa się bronili w tak samo dogodnych warunkach naturalnych. Taktykę tę tym łatwiej mogli stosować przez znaczną część okresu letniego, ponieważ burze powstrzymywały nasze okręty, a żeglowanie po rozległym i otwartym morzu przy wysokiej fali i nielicznych, a nawet prawie żadnych portach nastręczało jak największe trudności.


13. Natomiast ich okręty były zbudowane i wyposażone następująco: dna bardziej płaskie niż w naszych okrętach, aby mogły się łatwiej wyzwalać z mielizn i odpływów; dzioby równie wysoko podniesione jak rufy były przystosowane do wysokiej fali i burz; okręty były w całości zbudowane z dębiny, aby mogły wytrzymywać wszelkiego rodzaju napór fal oraz urażenia; żebra z belek grubych na jedną stopę były razem zbijane przy pomocy żelaznych gwoździ grubości palca; kotwice były uwiązane nie na powrozach, ale na żelaznych łańcuchach; zamiast płótna żaglowego korzystano ze skór o grubej, a także i o delikatnej wyprawie, czy to z powodu niedostatku lnu, czy ze względu na nieznajomość jego przeróbki, czy też — i to jest bardziej prawdopodobne — dlatego że ich zdaniem płócienne żagle nie mogłyby wytrzymać tak gwałtownych burz i tak bardzo silnych wichrów Oceanu oraz należycie utrzymywać w ruchu okręty o tak wielkim ciężarze.

A gdy dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i gwałtowności burz. Nasze bowiem okręty ani nie mogły ich uszkodzić dziobami (tak mocna była ich konstrukcja), ani tez nie było tak łatwo ze względu na ich wysokość obrzucać je pociskami i z tego samego powodu przychwytywać osękami.
Do tego trzeba dodać, że gdy płynęły z wiatrem, o wiele łatwiej znosiły burzę, bezpieczniej osiadały na mieliznach, a pozostawione przez odpływ nie obawiały się skał i raf; natomiast wszystkie te przypadki stanowiły powód do obaw dla naszych okrętów.


14. Po zdobyciu wielu miast skoro Cezar zrozumiał, że na próżno podjął się tak wielkiego trudu i że ani nie może zapobiec wymykaniu się nieprzyjaciela ze zdobytych miast, ani wyrządzić mu szkody, postanowił zaczekać na swoją flotę.
Gdy nadpłynęła i zaledwie nieprzyjaciel ją dostrzegł, około dwieście dwadzieścia jego wspaniale wyposażonych we wszelkiego rodzaju uzbrojenie okrętów wyszło z portu w pełnej gotowości bojowej i ustawiło się na wprost naszych; ani Brutus, który dowodził flotą, ani też trybunowie wojskowi i centurionowie, którym zostały przydzielone poszczególne statki, nie byli zdecydowani, co należy czynić i jakiego trzymać się sposobu walki.

Wiedzieli bowiem dobrze, że uderzeniem dzioba zaszkodzić się nie da: nawet po ustawieniu wież bojowych rufy nieprzyjacielskich okrętów przewyższały je swoją wysokością i dlatego z niżej umieszczonych stanowisk nie można było dość skutecznie miotać pociskami, natomiast pociski Gallów raziły o wiele dotkliwiej. Jedno tylko urządzenie zastosowane przez naszych było bardzo użyteczne, mianowicie dobrze na końcu wyostrzone sierpy, nasadzone i przymocowane do żerdzi, przypominające wyglądem osęki murowe.


Gdy liny, którymi reje były przymocowane do masztów, zostały nimi zahaczone i przyciągnięte, po puszczeniu w ruch naszego statku przy pomocy wioseł ulegały rozerwaniu. Po ich przecięciu reje musiały opaść, a ponieważ sprawność wszystkich galijskich statków zależała od żagli i olinowania, po ich zniszczeniu okręty traciły w jednej chwili całą przydatność bojową. Reszta walki zależała od osobistego męstwa, którym nasi żołnierze z łatwością górowali, a to tym bardziej, że bitwa ta rozgrywała się na oczach Cezara i całego wojska, tak że nie można było ukryć żadnego, nawet mniej znacznego, czynu; wszystkie bowiem wzgórza i wyżej położone miejsca, skąd rozciągał się niedaleki widok na morze, zajęło wojsko.


15. Po zerwaniu, jak powiedzieliśmy, rei nasze dwa lub trzy okręty brały w środek ich pojedyncze statki i wówczas nasi żołnierze z całych sił starali się wedrzeć na nieprzyjacielskie okręty. Gdy barbarzyńcy spostrzegli, co się dzieje, że wiele okrętów zostało zdobytych i że nie mogą znaleźć żadnych środków zaradczych przeciw tej taktyce, poczęli szukać ratunku w ucieczce. I gdy zwróciwszy okręty chwycili wiatr, nastała nagle tak wielka cisza morska i spokój, że nie mogli ruszyć z miejsca. Przypadek ten był nader korzystny dla doprowadzenia zadania bojowego do końca: albowiem nasi zdobywali w pościgu poszczególne okręty wroga, tak że po bitwie, która toczyła się prawie od godziny czwartej aż do zachodu słońca, tylko nieliczne z całego ich mnóstwa dotarły z nastaniem nocy do lądu.


16. Bitwa ta zakończyła wojnę z Wenetami i plemionami całego wybrzeża morskiego. Tutaj bowiem zgromadziła się cała młodzież, a także wszyscy ludzie w poważniejszym wieku wyróżniający się rozumem i poważaniem, tutaj ściągnięto również na jedno miejsce wszystkie, jakie gdzie tylko były, okręty; po ich utracie reszta nie miała ani dokąd się schronić, ani też jak bronić miast. Dlatego więc siebie i wszystko swoje oddali Cezarowi. Cezar postanowił ich ukarać tym ciężej, aby w przyszłości barbarzyńcy skrupulatniej przestrzegali uprawnień posłów. Po skazaniu więc na śmierć całej starszyzny resztę kazał sprzedać jako niewolników.


17. Podczas gdy to się działo w kraju Wenetów."

© Tajemnice Zapomnianych Królestw
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci